Zaloguj się
Menu
  • Historia
  • Zespół
  • Felietony
  • Słownik
  • NAWA
  • Konkursy
  • Jak działamy
  • Kontakt
  1. Strona główna
  2. Felietony
  3. „P0laków” autoportret językowy
15 grudnia 2025

„P0laków” autoportret językowy

„Debata budżetowa w Sejmie”, 1934, Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wojna polsko-polska trwa w najlepsze, także na słowa odnoszące się do polskości. W tym felietonie spróbujemy się im przyjrzeć, ale z zastrzeżeniem, że dążymy w nim do opisu słów i poglądów, postaw, do których te słowa się odnoszą, a nie do charakterystyki czy krytyki ludzi bądź rzeczywistości.

Ostatnie ćwierćwiecze dostarczyło nam sporo nowej leksyki związanej z polską tożsamością narodową. Słownik zasilają przede wszystkim antytożsamościowe wyrazy i wyrażenia, zdające sprawę z tego, jakimi Polakami Polacy nie chcą być oraz od jakiego obrazu polskości (politycznego, społecznego, gospodarczego, religijnego, obyczajowego) się odżegnują. Nie sposób nie zauważyć, że znaczenie samego przymiotnika polski podlega silnym negocjacjom: funkcjonujemy w rzeczywistości, która coraz częściej jest budowana w oparciu o opozycję „prawdziwie polski” vs. tylko „polski”.

Z frakcją cebulactwa raczej żaden Polak się nie zidentyfikuje, ale wielu chętnie posłuży się tą zawstydzającą etykietką, by wypunktować w swoich krajanach faktyczną lub rzekomą skłonność do skąpstwa, kombinowania, nadmiernego konserwatyzmu, zachowywania się prymitywnie, bez należytej ogłady, prowincjonalnie, zaściankowo. Cebula jako warzywo tanie, pospolite, o nieprzyjemnej, acz nieustępliwej woni dobrze nadaje się na symbol, którym można kogoś z powodzeniem naznaczyć.

Fajnopolak fajny jest tylko powierzchownie – to w rzeczywistości ironiczne (co nie dziwi, bo ironia to podobno jeden z naszych ulubionych trybów komunikacyjnych) określenie na tych Polaków, którzy demonstracyjnie starają się nie być cebulakami, a więc – zdaniem używających tego słowa – pogardliwie i ostentacyjnie odrzucają tradycyjną wizję polskości, starając się żyć aspiracyjnie, bardziej zachodnio i w efekcie wpadając – co zarzucają im często ci „prawdziwi” Polacy – w nadmierny permisywizm polityczny i społeczny.

W podobny ironiczny ton uderza neosemantyzm uśmiechnięty i inne wyrazy należące do pola uśmiechu (uśmiechać się, uśmiech). Uśmiech raczej nie jest atrybutem Polaka (złośliwi powiedzą, że uśmiechnięty jak Polak to oksymoron), choć najnowsza polszczyzna przedstawia odmienny stan rzeczy. Uśmiechnięty Polak, uśmiechnięta Polska, uśmiechnięty rząd to najczęstsze połączenia, w których przymiotnik uśmiechnięty zyskuje nową funkcję – kurtuazyjnej, bo zakamuflowanej, obelgi. Uśmiech jako jej znak wyraża fałszywe samozadowolenie, bezkrytyczne podporządkowanie, naiwną radość, głupotę, przymusową, narzuconą odgórnie aprobatę. Jest swego rodzaju opium dla tych Polaków, którzy bezrefleksyjnie ufają władzy.

Niektórzy nie chcą być nie tylko cebulakami, fajnopolakami, uśmiechniętymi (Polakami), co zrozumiałe, ale, jak się zdaje, Polakami w ogóle. Stąd też nowy wariant ortograficzny rzeczownika Polska i jego derywatów z zastąpieniem litery o cyfrą 0, czyli znakiem o podobnym kształcie graficznym: P0lska, P0lak, P0lka itd. Zero w tej przeróbce ortograficznej przywołuje stereotypową symbolikę tej cyfry związanej z nicością, brakiem. Ma ona ikonicznie odnosić się do takich zachowań, postaw, wartości kojarzonych z polskością lub takich konkretnych sytuacji, stanów rzeczy wiązanych z Polską, które w ocenie mówiącego są wynaturzeniem czy zaprzeczeniem polskości, a konkretniej wizji i definicji polskości mówiącego czy jego wspólnoty. Brak wartości arytmetycznej jest przekładany tutaj na brak wartości w sensie aksjologicznym. Czy formy P0lska, P0lak, P0lka to już językowe przejawy antypolonizmu i ojkofobii? Niewykluczone.

Nowe jednostki odnoszące się do polskiej tożsamości narodowej to w debacie publicznej słowa stanowiące zestaw samooskarżeń służących wykluczaniu z polskości lub wzajemnej licytacji spod znaku „ile jest polskości w Polaku”. W tym spolaryzowanym sporze (datowanym, rzecz jasna, na dużo wcześniejszy okres niż ostatnie 25 lat) wydaje się, że na szczęście mamy jeden smutny konsensus: w większości z trwogą, ale solidarnie zgadzamy się co do tego, że żyjemy obecnie w państwie z kartonu, tudzież w państwie z tektury, dykty, paździerza, z dykty i kartonu, z kartonu i trytytek, z paździerza i kartonu, z tektury i dykty…

Dagmara Banasiak-Antosiuk

Copyright © 2021 Uniwersytet Warszawski